Wiktoria

Nie miałam aborcji, ale przeszłam „spacer wstydu” który równie dobrze mógł się nią zakończyć i pokazuje, jak nasz niedołężny system opieki zdrowotnej i edukacji seksualnej wręcz jest nastawiony na „produkcję” niechcianych ciąż. Po tym co przeszłam jestem doskonale w stanie sobie wyobrazić, jak to jest chcieć aborcji i czuć po niej ulgę.
To było wtedy, gdy tabletki 72h po były na receptę, a ja próbowałam przetrwać studia wynajmując pokój dzielony na trzy osoby i jadłam pełne posiłki tylko dlatego, że zrzucałyśmy się na jedzenie. Przez te warunki mieszkaniowe oraz to, że partner pracował w innym mieście, nie uprawialiśmy seksu tak często, by sens miała antykoncepcja hormonalna (nie, żebym miała na nią kasę) i zabezpieczaliśmy się tylko prezerwatywą. A prezerwatywa pękła, z czego zdaliśmy sobie sprawę dopiero po wszystkim. Wtedy to okazało się, że niektórych facetów stać tylko na wybąkanie „kurwa, jestem za młody by być ojcem” i ulotnienie się aż problem się sam rozwiąże (przy czym nigdy nie zapytał, czy i jak się rozwiązał).
To był wieczór przed Wigilią i okazało się, że znalezienie w tych okolicznościach gabinetu lekarskiego w którym mogłabym dostać receptę na pigułkę 72 po graniczy z cudem. Następnego dnia, kiedy wszyscy w swoich domach szykowali się do świętowania cudu narodzin, miotałam się po wpół pustym mieście w walce o pigułkę po. Na ostrym dyżurze ginekologicznym usłyszałam, że chyba sobie żartuję bo oni nie są od tego. Przeszłam każdą całodobową aptekę w mieście, próbując dosłownie wyżebrać tę pigułkę z obietnicą doniesienia recepty pierwszego dnia po świętach. Kiedy okazało się, że to nic nie da bo świątecznie nastawione panie chyba rajcuje myśl o wigilijnym niechcianym poczęciu, zmieniłam strategię i prosiłam o tabletki hormonalne o których słyszałam, że natychmiastowe rozpoczęcie przyjmowania może zadziałać jak postinor. Nic z tego, tych akurat nie mieli na stanie. Wróciłam do domu rodzinnego by zjeść najbardziej ponurą kolację wigilijną w moim życiu.
Do tej pory nie jestem pewna, dlaczego następnego dnia zjadłam 30 tabletek Aspiryny, chyba wyczytałam jakąś „mądrą radę” w internecie a Aspiryna okazała się jedynym lekiem dostępnym bez recepty w ciągu 72h. Dzisiaj patrzę na ówczesną siebie z współczuciem, z perspektywy mojej dzisiejszej wiedzy o seksualności i antykoncepcji i jestem przerażona wizją tego, co mogłabym sobie zrobić, gdybym faktycznie zaszła w tą okropną ciążę.
Upiekło mi się, nie zaszłam w ciążę, i dobrze wiem czym jest „wielka ulga, największy wydech świata” – w tym przypadku na widok krwi na podpasce. Wiem, że gdyby okres nie przyszedł, a ja miałabym wiedzę i pieniądze by np. wyjechać na Słowację, czułabym taką samą ulgę. Niestety z większym prawdopodobieństwem działałabym na ślepo i w panice, jaką wtedy czułam, zrobiłabym sobie być może jakąś ogromną krzywdę.