S.

Koniec kwietnia 2015 roku. Wracam z zajęć z uczelni, rzucam okiem na kalendarz w komórce. Już trochę okres mi się spóźnia. Niby mój cykl od zawsze był nieregularny, coś mnie tknęło, aby kupić test ciążowy. Kupuję, robię, wynik pozytywny. Niedowierzam, robię kolejne trzy. Wciąż pozytywny. Rozpacz, ale w głowie pojawia się nadzieja, że może po prostu znów mam problemy z torbielami na jajnikach. Mam 25 lat, od kilku tygodni wspaniałego chłopaka, jestem w trakcie studiów. Jak to się stało? Nieuważny seks pod wpływem alkoholu. Zawsze się zabezpieczam, jednak tej nocy zapomnieliśmy. Nie tracę czasu, tu nie ma czasu na płacz w poduszkę. Zamawiam tabletki ze strony Women on waves, kontaktuję się z Ciocią Basią. Dzwonię do przyjaciółki i spotykamy się. Wybucham płaczem- z resztą nie ostatni raz tego dnia- przyjaciółka pełna zrozumienia informuje mnie, że koleżanki ojciec dokonuje aborcji, już na studiach kilka jej koleżanek go odwiedzało. Pojawia się trzecia opcja by przerwać ciążę. Płaczę cały czas, przestaję jeść, jednak cały czas próbuję racjonalnie myśleć. Udaję się do swojego ginekologa by potwierdził ciążę. Robi mi USG i daje zdjęcie płodu. Nawet nie jestem w stanie go zlokalizować na zdjęciu. Przy najbliższej okazji palę to. Po dwóch dniach wyznaję matce, że jestem w ciąży, od razu informuję ją, że chcę przerwać to i skupić się na pracy i studiach. Moja matka z łzami w oczach mówi, że kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży, płakała ze szczęścia, oczekiwała mnie cała rodzina, ale akceptuje moją decyzję. O tym, że jestem w ciąży, wiedzą cztery osoby- matka, moja przyjaciółka, jej narzeczony oraz lekarz. Dalej to nie wypływa. Decyduję się na aborcję tu w Polsce. Płacę 1800 zł, za aborcję farmakologiczna. Lekarz, nie patyczkuje się ze mną, jest oziębły, momentami bezczelny, nie stara się robić nic bezboleśnie. Zaciskam zęby i godzę się na takie traktowanie. On dużo ryzykuje tym, z resztą jak ja, jego zachowanie traktuję jak karę. Przecież to przestępstwo, o którym tylko kilka osób będzie wiedzieć. Działałam szybko, jedenaście dni po odkryciu, że jestem w ciąży, byłam po zabiegu. Co czułam wychodząc z gabinetu? Szczęście. Byłam szczęśliwa, że to koniec! Przestałam płakać, zaczęłam normalnie jeść. Matka otoczyła mnie opieką, podawała wodę, kiedy tabletki zaczęły działać, byłam bez sił, zmęczona bólem, ale byłam szczęśliwa. Nigdy nie sądziłam, że dokonam aborcji, jednak chwilowo otumaniony alkoholem mózg, spowodował, że znalazłam się w takiej sytuacji. Od tego czasu uważam, czasami dochodzi do paranoi rodem z gimnazjum. Niestety, to jest konsekwencja nie aborcji, lecz bycia w ciąży. Nie ważne czy biorę tabletki antykoncepcyjne, partner używa prezerwatyw, teraz cały czas boję się, że znów to się powtórzy. Mój partner, z którym wpadłam, nigdy nie dowiedział się o tym, że byłam w ciąży. Zerwaliśmy ze sobą kilkanaście tygodni po tym. Był wspaniałym mężczyzną, jego kariera się rozwija, byłby dobrym ojcem, ale nie w tym momencie. Dokonując aborcji, zaczęłam go okłamywać i schowałam prawdę pod dywan. Mimo to jestem zachwycona pomocą, jaką otrzymałam od Cioci Basi, przyjaciółki i matki. To był prawdziwy test miłości i akceptacji. Tabletki z Women on waves doszły do mnie pod koniec maja, przekazałam je kobiecie, która również wpadła.
I już ostatnia rzecz. Aborcja to nie jest metoda antykoncepcyjna i nigdy nie powinna. Kobiety powinny mieć swobodny dostęp do tabletek po oraz antykoncepcji. Aborcja jest wynikiem tylko tego, że nasze państwo bawi się w zbawcę narodów, chrześcijańską opokę Europy, cierpimy przez to. Nie ważne czy uprawiamy seks bez zabezpieczenia, czy po prostu środki antykoncepcyjne zawiodły. Nie powinnyśmy być karane.

#MiałamAborcję