Paula

A ja opowiem historię o tym, jak nie miałam aborcji.
Byłam mamą dwójki dzieci, z dwóch różnych związków. Z partnerem przechodziliśmy przez gigantyczny kryzys, wydawało się, że świat wali się nam na głowy, życie czołga nas przez błoto. I w apogeum tego armagedonu okazało się, że znowu jestem w ciąży….
PANIKA!!!!!
Szukanie rozwiązań farmakologicznych zajęło nam tydzień. Uruchomiliśmy wszelkie kontakty za granicą i okazało się, że mamy jeszcze kilka opcji, jest wcześnie, wystarczy chemia i hormony.
I właśnie wtedy, kiedy mogliśmy rozwiązać „problem”, przyszła refleksja… Czy na pewno jest to ok wobec energii Wszechświata…? Przyszła do nas dusza (nieważne, czy zygota, czy zarodek, dusza przychodzi od razu) i zechciala dzielić z nami życie. Mieliśmy co jeść, mieliśmy gdzie mieszkać, byłam zdrowa… Kurcze, nie można zgasić tego światła. Trzeba było brać tabletki. Teraz należy wziąć odpowiedzialność za kruchość istnienia. Trudno.
I wzięliśmy to na klatę. Nasz związek nie został cudownie uleczony, szarpaliśmy się z demonami jeszcze jakiś czas po urodzeniu córki. Ale podjęliśmy decyzję oboje i nie żałujemy. Pewnie byłoby łatwiej ekonomicznie, ale miłość jest energią o nieprawdopodobnej sile. Warto rozważyć za i przeciw, ale pamiętajmy, że „za” stoi potencjalny człowiek, który zostawi swój ślad na Ziemi. Może warto dać mu szansę 🙂