Patrycja

Chociaż nie miałam aborcji i mam nadzieję, że nigdy nie będę jej musiała dokonać, chciałabym opowiedzieć swoją historię. Dlaczego? Wiem, że gdybym zaszła w ciążę, na pewno bym się na aborcję zdecydowała. Nie chcę mieć dzieci, wiem że nie sprawdziłabym się w roli matki. Bycie ciocią, starszą kuzynką, koleżanką, miłą nieznajomą – tak, to sprawia mi dużo frajdy i całkiem nieźle mi wychodzi, ale bycie mamą na pełen etat – to całkiem co innego. To nie jest moim marzeniem, celem, ambicją, nie chcę tego i wiem, że nawet nie powinnam. Na dziecko przeniosłabym swoje frustracje wywołane poczuciem utraty kontroli nad własnym życiem, traumy z dzieciństwa. Myślę, że nie umiałabym go pokochać. Niemowlęta mnie przerażają i nie wywołują we mnie ciepłych uczuć.  Z medycznego punktu widzenia moje ciało też nie zniosłoby najlepiej ciąży. Jeśli psychicznie, fizycznie i z punktu widzenia inteligencji emocjonalnej nie jestem zdolna do bycia dobrą matką, jakim prawem mam powoływać na świat życie i krzywdzić małego człowieka? Mój partner na szczęście ma dokładnie to samo podejście do posiadania dzieci. Zabezpieczamy się i jesteśmy uważni, ale żadna metoda nie jest pewna. Nie czuję się człowiekiem gorszego sortu, wiedząc  że nie chcę dziecka. Nie nazywam też dzieckiem zarodka, który może zostać wydalony z mojego ciała w momencie, kiedy mogą nawet nie zorientować się, że jestem w ciąży (w I trymestrze). Może to kwestia mojego ego? Nie uważam, że dwie komórki (moje i partnera) w momencie połączenia stają się już człowiekiem z duszą i prawami większymi od moich. Dziękuję wszystkim kobietą, które mają odwagę powiedzieć tak dla aborcji na życzenie. To przywraca mi wiarę w normalność.