Mo

Bajeczka o Wandzi, co dziecka nie chciala

Byla sobie Wandzia, posluszna dziewczynka, pierworodna coreczka, na ktora rodzice czekali 4 lata. Kiedy sie w koncu urodzila, szaleli ze szczescia, szczegolnie kochajacy tatus.
Wandzi nie spieszylo sie na ten swiat, musieli ja wygnac zastrzykami, bo miala juz 10 miesiecy i zaczynala sie dusic w maminym brzuszku. Moze wiedziala, co ja czeka i dlatego wolala nie wyscibiac nosa? Nikt tego nie wie i wiedziec nie bedzie.
A wiec sie urodzila i byla i byla kochana i wychowywana. Dostawala prezenty, przewaznie lalki i misiaczki i obnosila i obwozila je, bardzo dumna z roli mamy. Chciala miec duzo dzieci i wozeczkow jak dorosnie i marzyla o kuchni i o mezulku, ktory z pracy wraca na obiadek do domku.
Kiedy Wandzia miala 4 latka, doczekala sie braciszka. Kochajacy tatus postaral sie o potomka… a rok pozniej o jeszcze jedna coreczke… a dwa lata pozniej o jeszcze jedna… ale to wszystko nie bylo takie fiu-bzdziu. Braciszek okazal sie bardzo krnabrny i tatus czesto musial go karac bijac pasem, a poniewaz mama Wandzi jak i sama Wandzia bronily synka i braciszka, wiec i im sie gesto-czesto obrywalo pasem tatusia. Tatusia to wszystko bardzo denerwowalo, musial sie relaksowac wodeczka, a poniewasz wodeczka czynila go agresywnym, wiec bijal czesciej braciszka, a przy tym mamusie i Wandzie… to go znowu bardzo denerwowalo, bo byl przeciez dobrym ojcem i mezem, panem domu i obywatelem a tu masz! takie klopoty! walil wiec synka, a przy tym mame i Wandzie, bo przeszkadzaly. Juz wtedy wydawalo sie Wandzi, ze zycie rodzinne jest jednak troszke inne, niz myslala, bedac mala dziewczynka przewijajaca laleczki i ze to moze nie calkiem to, co chcialaby przezywac jako dorosla pani. Ale ze jej mamusia znosila wszystko w pokorze, a Dzieciatko nadal przynosilo jej piekne prezenty, wiec nie zaprzatala sobie glowki ani zbyt dlugo, ani zbyt gruntownie.
Do czasu, kiedy tatus, nie wiadomo czemu, ulotnil sie jak kamfora, zostawiajac 11-letnia Wandzie, jej mamusie, 7-letniego Januszka, 6-letnia Iwonke i 4-letnia Moniczke na, jak zwykla mawiac mama Wandzi, pastwe losu. Coz bylo robic? Mama Wandzi poszla do pelnoetatowej pracy zostawiajac rodzenstwo na glowce 11-letniej Wandzi. To ona odprowadzala i przyprowadzala braciszka i siostrzyczki do i ze szkoly i przedszkola, to ona nieudolnie gotowala obiadki czy smarowala buleczki, dogladala zadanego ze szkoly, pedzila rodzenstwo do lazienki, kladla je spac, kiedy mama pracowala do pozna wieczor i wykonywala wszystkie inne obowiazki domowe. Rodzenstwo nie tylko nie sluchalo sie Wandzi, nie tylko robilo jej wszystko na opak, ale wrecz okazywalo wrogosc, ba! nienawisc i nie raz, nie dwa braciszek rzucal w Wandzie nozem czy nozyczkami. A mamusia, przychodzac zmeczona i zdenerwowana z pracy, nie raz i nie dwa wytargala Wandzie za uszy poniewaz jej zdaniem Wandzia byla leniuchem i nieodpowiedzialna siuska, ktora nie potrafi utrzymac w ryzach takich malych gowniarzy i wydaje zbyt wiele pieniedzy na kaszanke i pomidory.
W tym czasie Wandzia powoli zaczela zmieniac zdanie co do rodziny, laleczek, wozeczkow i obiadkow dla mezulka. A kiedy minely trzy lata takiej mordegi (nie zapominajmy o tym, ze Wandzia musiala rowniez en passant nadazyc z wlasna nauka w szkole) doszla do przekonania, ze nienawidzi malych dzieci i ze nigdy, przenigdy nie zalozy wlasnej rodziny. Po nastepnych dwoch latach, kiedy to wszystkie kolezanki Wandzi zaczely chodzic do kina i na koncerty, a czasami nawet na imprezy! z kolegami i tylko Wandzia musiala zawsze zostawac w domu, aby opiekowac sie mlodszym rodzenstwem, Wandzia definitywnie doszla do wniosku, ze nigdy, przenigdy! nie chce miec dzieci.
Jak Wandzia w takich warunkach zdala mature i to z dobrymi wynikami, pozostanie niezglebiona tajemnica. I to nie tylko zdala mature, ale dostala sie nawet na studia! Cuda jednak sie zdarzaja… Wandzia wyjechala wiec z rodzinnego miasta i zamieszkala w akademiku. Nikt nie potrafi opisac jej ulgi, szczescia i radosci, ze nareszcie! nareszcie!!! po 8 lat nieslychanej mordegi wyrwala sie z tego obozu koncetracyjnego nazywanego rodzina. Poniewaz jej stypendium bylo bardzo marne, a mama nie mogla jej pomagac, wiec musiala dorabiac pracami ze spoldzielni studenckiej. Ale to byl pikus w porownaniu z obowiazkami, jakie musiala wykonywac przez minione 8 lat w domu i Wandzia doskonale dawala sobie rade. Troche psuly jej humor wieczne lamenty mamy, ktora nie mogla sie uporac z braciszkiem, ale w koncu gdzie Rzym gdzie Krym? Wandzia postarala sie o to, aby miedzy jej domem rodzinnym a uniwersytetem odleglosc wynosila 412 km.
Na drugim roku studiow zdarzyla sie tragedia: nagle zmarla mama Wandzi. Wandzia nigdy nie dowiedziala sie, jaki byl powod jej smierci, ale niewatpliwie 15-letni braciszek wiedzial cos wiecej, poniewaz to on dostal sie do zakladu zamknietego, a siostrzyczki Wandzi do Domu Dziecka. Tak wiec Wandzia zostala sama, jako ze nigdy zadnych wujkow, babc, cioteczek, kuzynek itp. nie poznala i nie znala. Na stypie mamy, na ktorej bylo kilka przyjaciolek i przyjaciol mamy wraz z dziecmi, przewaznie juz doroslymi…
i tu mala dygresja: dramatyczniej byloby teraz napisac, iz Wandzia zostala zgwalcona przez jakiegos typa spod ciemnej gwiazdy, najlepiej uchodzce z Syrii lub Czerkiestanu, o ktorym nikt nie wiedzial, skad i jak sie na owej stypie znalazl, ale niestety, prawda jest inna i jej bedziemy sie trzymali –
a wiec na stypie mamy Wandzia spila sie jak nieboskie stworzenie i co robila potem, nie wiadomo. Wiadomo jest natomiast, ze nie spala sama w lozku mamy, bo stan poscieli wskazywal na to, iz razem z Wandzia musiala w lozku nocowac conajmniej jeszcze jedna osoba. Wandzia, przechorowujaca kaca-giganta, nie zainteresowala sie zbytnio tym faktem, a kiedy po dwoch dniach nareszcie doszla do siebie, nie zainteresowalo to jej tym bardziej.
Do czasu, kiedy to zaczela rachowac i wyszlo jej, ze pewna kobieca dolegliwosc spoznila sie o 4 tygodnie. Poza tym zaczelo szwankowac jej zdrowie, Wandzia czula sie ciagle niedobrze, czasami musiala bardzo predko biec do lazienki, byla wiecznie zmeczona i zaczela gwaltownie przybierac wadze, choc odzywiala sie calkiem normalnie. Kiedy w koncu poszla do ginekologa, okazalo sie, ze… coz, okazalo sie, co sie okazalo.
I tu prosze wszystkich, ale szczegolnie panow bedacych za zaostrzeniem ustaw o aborcji i utrzymujacych, iz kobiety przerywajace ciaze sa morderczyniami, aby dopisali dalszy ciag tej historii. Nie, nie musza sie wysilac sami, podam az piec mozliwych wariantow i tylko prosze o uwzglednienie faktu, iz jest to od teraz historia prawdziwa, a wiec zakonczenie bedzie rowniez autentyczne.
Reasumujac:
Wandzia jest na drugimn roku wymarzonych studiow, ma dobre wyniki i perspektywy na przyszlosc, natomiast nie ma ani rodziny ani tez wie, kto jej dopomogl do blogoslawionego stanu.
Co robi Wandzia:

a. Idzie do kosciola i spowiada sie ksiedzu. Ten radzi jej urodzic dziecko i daje jej nadzieje na pomoc parafii podkreslajac jednak, iz bedzie to pomoc ani wielka, ani pewna. Wandzia nie przerywa ciazy, ale przerywa studia, rodzi dziecko, zostaje gospodynia ksiedza i w ten sposob laczy koniec z koncem dopoki ksiadz nie znajduje innej gospodyni, a Wandzia innego ksiedza… i tak w kolko
b. Wandzia przerywa ciaze, ale nie przerywa studiow, konczy je i powoli, ale wytrwale buduje swoja kariere. W wieku lat 50 Wandzia jest madra, spelniona kobieta, ktora nigdy nie zaluje decyzji usuniecia ciazy
c. Wandzia przerywa studia, rodzi dziecko, ktore nienawidzi od drugiego miesiaca ciazy, pracuje jako ekspedientka w „Biedronce“ i wychowuje corke w atmosferze zimnej i bezdusznej, co odbija sie na charakterze dziecka. Jej corka trafia do sympatykow Adolfa i laduje w koncu w wiezieniu za udzial w napadzie na Bogu ducha winnych wycieczkowiczow z Niemiec
d. Wandzia popelnia samobojstwo i zabija siebie i nieurodzone dziecko
e. Wandzia odbywa pielgrzymke do swietego miejsca i w trakcie pielgrzymki poznaje starego i bogatego, ale rozczarowanego zyciem wdowca, ktory po zapoznaniu sie z historia Wandzi ofiarowuje jej dom, opieke, pieniadze i przyszlosc, w zamian nie zadajac nawet gotowania obiadkow. Wandzia wychowuje swojego syna na dzielnego obywatela, a po smierci swego opiekuna dziedziczy jego majatek, co pozwala jej na popieranie kandydatury syna do wyborow prezydenta IV. RP, ktore syn Wandzi wygrywa.

Ciekawa jestem, kto z Panstwa bezblednie odgadnie zakonczenie historii o Wandzi, co to dziecka nie chciala i z gory dziekuje za wziecie udzialu w zagadce.