Marysia

Miałam aborcję farmakologiczna w Polsce 4 lata temu. Byłam wtedy trochę po studiach, po serii praktyk i niskopłatnych prac. Frustracja w drugim roku po magisterce juz sięgała zenitu. Musiałam zdecydować, czy zostaje w wielkim mieście i pracuje w knajpach na utrzymanie i nadal szukam czy wracam do rodziców i probuje pracować zdalnie. A do tego ta ciąża – swietnie! Bez grama oszczędności, bez partnera, stalej bez pracy. Czy to dziwne, ze byłam  juz dwa lata po studiach i ciagle pracując, nie miałam nawet cienia perspektywy na prace na etat? Ok, pewnie takie są/były realia.

Okres spóźniał się tydzień, dwa. Byłam wtedy w rozjazdach na wolontariacie zagranicznym, wiec pomyślałam: „Hej, to normalne! Zmiana czasu, zmiana jedzenia, stres, praca.” Ale po powrocie do Polski poszłam do mojego ginekologa, który zrobil zasmucona minę i powiedział, żeby przyjść za dwa tygodnie. Do dziś nie wiem, czemu mi o tej ciąży nie powiedział od razu.

Pamietam kolejna wizytę, i pamietam ten listopad z ciężkim smogiem i dymem wiszącym nad chodnikiem. I mnie sama na tym chodniku. Niewyspana, zmęczona, jak chwiejnym krokiem szlam do niego po raz kolejny – wiedziałam, jakiej wieści się spodziewać. Juz wtedy chronicznie byłam zmęczona i spalam po 14h na dobę. Na początku myślałam, ze to pewnie przemęczenie jesienne i to, ze przyjechałam do Polski, zmiana klimatu itd.

Po tym, jak podal mi wydruk z mała kropka zagniezdzona w mojej macicy, powiedziałam szybko: „Ja nie mogę urodzić”. Popatrzył na mnie ze zrozumieniem i powiedział: „Ja Pani nie pomogę. Ale proszę jechać na Słowację”.  Do dzis pamietam, jak wtedy wyszlam z budynku, ale byłam zbyt slaba, zeby isc gdziekolwiek. Usiadłam na schodach i zaczęłam się trząść, trochę ze strachu, trochę z zimna, a trochę z płaczu. Pamietam tylko ciemny wieczor, mgle i to, ze bylam calkowicie sama. Sama.

To byl 6 tydzien. Trzeba bylo dzialac szybko. Wyjazd na Slowacje odpadal, nie mialam ani grosza przy sobie.  Znalazlam Women on Waves. Chłopak, który był ojcem (nazwijmy go X), powiedział, ze mi pomoże finansowo i zapłacił za tabletki. Czekalam na tabletki ponad tydzien. I tu seria pytań: czy to są oryginalne tabletki? A co, jesli nas ktos oszukal? Przyszly w grudniu w malej paczce z napisami w języku Hindu i krotka instrukcja po angielsku. tedy miałam juz regularne wymioty poranne i caly zestaw innych dolegliwości w tym chroniczna sennosc. Do dzis podziwiam siebie za ten zmysł organizacyjny i za to, ze nie rozpadłam się na kawalki. Pamietam mame, ktora pytala, czy wszystko dobrze, bo śpię, bo wymiotuje. Mówiłam coś o problemach z zoladkiem, złym samopoczuciu.

Zadzwonilam do X, powiedział, ze pomoże mi przez to przejsc. To był 8-9 tydzień. Powiedzialam rodzicom, ze jadę na weekend ze znajomym. X wynąjął en suit, i kupiliśmy środki przeciwbolowe. Jesli mam opisac bol, ktory mi wtedy towarzyszyl, to moge powiedzieć, że ból był najgorszy, jakiego doznalam do tej pory. Zadne tabletki, ktore wzielam profilaktycznie, nie zadziały.  Pamietam, jak blagalam go, zeby pojechal po ketonal, ale zadna apteka nie chciała go nam sprzedac bez recepty. Przez 4 godziny wilam sie z bolu na podlodze lazienki, potem bol zmalal i zaczelo sie krwawienie. Nastepnego ranka poczulam ulge. Ogromna ulge.

Krwawienie trwalo 3 tygodnie. Moglam to skrocic i zglosic sie do szpitala mowiac, ze poronilam, ale oszczedzilam sobie lyzeczkowania i szeregu pytan. Po wszystkim poszlam do innego ginekologa, żeby sparwdzil, czy wszystko w porzadku. Tak, bylo  porzadku.  Bylo tez coraz bardziej w porządku ze mna – jako kobieta. Bylam silniejsza, pewniejsza coraz bardziej, ze to byla dobra decyzja.

Z czym kojarzy mi sie aborcja? Z osobistego doswiadczenia: z ulga, wyzwoleniem, sila, bolem. Z czym kojarzy mi sie Aborcja w Polsce? Z samotnoscia, klamstwem, sekretem, upokorzeniem, niezrozumieniem.

Moja aborcja, byla odzyskaniem kontroli nad moim zyciem i cialem. Takim prawdziwym „empowerment”.  To doswiadczenie pomoglo mi podjac decyzje o wyjezdzie z Polski. To jak ktos zadaje ci cios na ringu, a ty – podnoszac sie z kolan z jeszcze krwawiaca powieka –  zbierasz sily, ale nie do walki. Sily do tego, zeby odejsc. Kilka lat temu w mediach zaroilo sie od listow, wyznan abolswentow, ktorzy po zetknieciu sie z realiami rynku pracy – wybierali emigracje. Moja historia byla wzbogacona o doswiadczenie „ubezwlasnowolnienia”, jakie zafundowalo mi wlasne panstwo.

Miesiąc po mojej aborcji, kiedy juz poskładałam się fizycznie i emocjonalnie – za pożyczone pieniądze kupiłam bilet w jedna stronę. Bilet do świata, w którym ludzie nie są dla siebie tak bezduszni. Żyję tutaj, mam wszystko, czego mi potrzeba. Mogę pomoc finansowo rodzicom. Jestem szczęśliwa. Nie wracam.

Minęły 4 lata a ja nigdy nie żałowałam swojej aborcji. To byłam najlepsza decyzja, jaka moglam wtedy podjąć.