Małgorzata

To historia dramatyczna, która była tajemnicą, ale ją podsłuchałam, jako dziecko. Piszę ją w imieniu milionów, o których słowa nikt nie powie.

Mój dziadek, chłop miał 5 dzieci ze swoją żoną Marianną. Takie były czasy. Byli niewykształceni i biedni. To było w 1950 roku, na wsi. Pojechał do pracy na tydzień do cegielni, a ona w domu pracowała na roli i z dziećmi. Najstarszy syn miał 14 lat. Włożyła sobie drut i poszła spędzać płód na siano . Jej syn nigdy nie zapomniał, że 33-letnia matka 5 dni wyła, jak zwierzę w stodole i prosiła, aby ją dobił.  Oszczędzam tu drastycznych opisów, które podsłuchałam, jako 9 letnia dziewczynka, gdy ten syn pod wpływem  alkoholu opowiadał o niej, płacząc, będąc 45-letnim mężczyzną. Jego ukochana matka wykrwawiła się i zmarła w ogromnym cierpieniu.  Ksiądz nie chciał pochować jej na cmentarzu.  Cała wieś wytykała palcami. Syn już nigdy nie poszedł do kościoła. Dziadek ożenił się po raz drugi z wdową Marianną, z 4 dzieci. Urodził im się syn.  To był mój ojciec.
 Małgorzata zmarła na skutek nielegalnego wówczas przerwania ciąży i dzięki temu jestem ja na świecie, moja cała rodzina.  Gdyby nie jej aborcja mnie by nie było.  Ten durny argument przywołuję, bo słyszę czasem, jak ktoś mówi,  pomyśl, że matka mogłaby ciebie nie urodzić.
Wiec mówię, pomyśl, że ktoś się rodzi, a czasem kilka osób, właśnie dlatego, że  ktoś przerwie ciążę.
Dla Małgorzaty mam największe współczucie. To był wiek zacofania i ciemnoty, dlatego ona umarła. Była dobrą żoną i pracowitą gospodynią, kochającą matką.
Małgorzata…. miała na imię