Małgorzata

#mialamaborcję a dokładnie dwa razy musiałam podjąć decyzję o niej.

Pierwszy raz gdy miałam 20 lat, po prawie roku związku wpadliśmy, podobno sama to zrobiłam, tak twierdził mój ówczesny chłopak. 6 lat starszy, to on pilnował kalendarzyka.
Poprosił o spotkanie z moimi rodzicami i nalegał abym dokonała aborcji która w 1992 roku była legalna.  Pomimo strachu postanowiłam inaczej, mam teraz 24 letnią córkę.

Drugi raz kolejna wpadka, tym razem miałam pewność, że nie chcę  donosić tej ciąży. Kompromis obowiązuje a ja nie chcę. Nie wiadomo gdzie szukać pomocy, lęk i strach. Rok po rozwodzie, niepewna sytuacja mieszkaniowa i zawodowa. Z kim na ten temat rozmawiać, u kogo szukać wsparcia? Nieprzespane noce, ciągły stres. Za późno na farmakologię, USG potwierdza ciążę. I tak do 10 tygodnia, bez chwili spokoju, bezpieczeństwa.
W nocy ustalam plan do kogo zadzwonię żeby mi pomógł dotrzeć na Słowację, byłam w takim stanie, że bałabym się pojechać samochodem jako kierowca.
Wiem, że to jedyna słuszna decyzja.
Rano po przebudzeniu idę do łazienki, trzeba syna obudzić do szkoły i zacząć działać.
Nagle czuję jak coś ciepłego i mokrego wylewa się ze mnie. Tak, poroniłam samoistnie.

Później wizyta u lekarza, skierowanie do szpitala na ostry dyżur, oczekiwanie kilka godzin na przyjęcie, obcesowe traktowanie przez personel warszawskiego szpitala. I spojrzenia z za pytaniem na twarzach, czy nie pomogłam sobie w tym poronieniu.
Nie życzę nikomu takich przejść.
Dlatego razem z córką jesteśmy za liberalizacją prawa do aborcji, razem protestujemy.
#jestemznatalią <3