M.

Jestem jedną z 5.000.000 Polek, które usunęły ciążę. Trzy lata temu. To nie był dobry moment na dziecko. Na dziecko z nim. Najpierw panika: co robić? Potem telefon do mojego ginekologa (nie wiem, na co liczyłam), bo pogratulował i powiedział, ze takich rzeczy nie robi. Ani on, ani inny lekarz, którego zna. Wiedziałam, ze są womenonweb.org i u nich zamówiłam tabletki. Po tygodniu miałam je w ręku (jeden z najdłuższych tygodni mojego życia). Najpierw połknęłam mifepriston, a dobę później misoprostol. Wszystko odbyło się u mnie w domu. Mocne krwawienie. Byłam sama, a dwie koleżanki dyżurowały cały dzień przy telefonie. Z perspektywy czasu myślę, ze to było mało odpowiedzialne. że ktoś powinien ze mną być. Ale wtedy uważałam, że to moja decyzja i że nie powinnam nikogo tym obciążać.
Wszystko przebiegało tak, jak było opisane. Czułam ulgę. Że już po wszystkim. Że stało się. Na drugi dzień poszłam do pracy jakby nigdy nic. Po jakimś czasie byłam u ginekologa (innego, niż ten wspomniany) i potwierdziłam, że wszystko jest w porządku. Wtedy poczułam drugi raz ulgę.
Mam 38 lat. Nie mam dzieci. Nie wiem czy będę je miała. Mieszkam w Warszawie. Pracuję. Zarabiam powyżej średniej krajowej. Jestem w związku na całe życie z bankiem. Nie mam depresji ani tramy poaborcyjnej, chociaż czasem się zastanawiam, co by było gdyby… Może w innych okolicznościach podjęłabym inną decyzję. Jednak za dużo tych ‚może’. Nie, poczucia winy też nie mam. Niezależnie jednak od tych okoliczności każda kobieta musi móc sama zdecydować.