M.

Historia sprzed 11 lat. Mialam 23 lata. Wyjechalam na roczna wymiane studencka, na inny kontynent. Zakochalam sie, bylam z partnerem w zwiazku przez kilka miesiecy, zabezpieczalismy sie ale prewencja zawiodla. Zaszlam w ciaze. Juz w pierwszym-drugim tygodniu ciazy czulam ze jest inaczej, ze sie to stalo.  Zrobilam test – i byl pozytywny. Poinformowalam telefonicznie mame, wiedzialam, ze dostane wsparcie w jakiejkolwiek decyzji, ktora podejme – aborcja lub urodzenie dziecka. Rozmawialismy z moim partnerem i zdecydowalismy sie na aborcja, oboje bardzo mlodzi, jeszcze studenci. On student ostatniego roku medycyny wypdal wykladowce o bezpieczne miejsce do dokonania aborcji (kraj, w ktorym aborcja jest teoretycznie nielegalna, a praktycznie dokonywana na duza skale). Lekarz wytlumaczyl wszystko, spytal sie ponownie czy jestesmy pewni, moj partner byl ze mna na sali, dostalam znieczulenie anstezjologa, obudzilam sie jak juz bylo po wszystkim, a On trzymal mnie za reke. Nasz zwiazek wkrotce sie rozpadl. Ja nie mialam zadnych powiklan zwiazanych z aborcja. Nie bylam gotowa wowczas na ciaze, macierzynstwo. Teraz ponad dekade pozniej – chyba dokonalabym innego wyboru… ale o to wlasnie chodzi: by kobiety mialy mozliwosc dokonania wyboru. Moja mama urodzila mnie i mojego brata, lecz gdy okazalo sie ze jest w trzeciej ciazy dokonala aborcji. Mam wiele kolezanek, ktore tez mialy aborcje.