Katarzyna

Mam 65 lat i dwie aborcje za soba. W PRL-u aborcja byla legalna i dostepna, gorzej bylo natomiast z antykoncepcja.  Nigdy nie chcialam miec dzieci i jasno postawilam sprawe wobec mojego meza.  Moj lekarz zaproponowal mi zalozenie spirali, ktora wtedy kupowalo sie w Pewexie, ale zdaje, ze nigdy przedtem nie mial okazji zeby ja zalozyc, bo dopiero trzecia z kolei nie wypadla w najmniej spodziewanym momencie.
Aborcje odbyly sie pod narkoza, wiec nie bylo to zadne nieprzyjemne uczucie.
Moje malzenstwo nie przetrwalo, ale i tak by nie przetrwalo.
Do tej pory jestem przekonana, ze podjelam jedna z najlepszych decyzji w moim zyciu, nie jestem materialem na matke, nie mam instynktu macierzynskiego i przez wiekszosc zycia zmagalam sie z traumami wyniesionymi z dziecinstwa. Nigdy nie mialam tez wyrzutow sumienia, bo niby dlaczego?