Kasia

Piszę do Was, bo uważam, że to bardzo ważne, co robicie! Ta obrzydliwa hipokryzja, która upośledza emocje tylu ludzi…
Sama dałam się sterroryzować. Przyznaję, że serce mi wali a dłonie się pocą – i to nie jest w porządku, że tak się czuję, kiedy chcę opowiedzieć o swojej aborcji. Staram się szanować zdanie innych, a już napewno ich wybory. Jak się jednak okazuje-sama nie mogę na to liczyć. I w toczącej się obecnie żywej debacie czuję się opluwana, pogardzana, nieakceptowana.
Często wręcz przestraszona.
Usunęłam ciążę w zeszłym roku, za granicą.
Pracuję na uczelni, mam kochającego partnera i moja sytuacja nie była dramatyczna pod żadnym względem. Od lat stosowałam antykoncepcję hormonalną. Ale zrobiłam przerwę zaleconą przez lekarza, ze względu na pewną przypadłość jajnika, którą musiałam wyjaśnić.
Miałam bardzo mieszane uczucia, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Oboje mieliśmy. Decyzja o aborcji nie była ani łatwa, ani oczywista. Ale była moją (naszą!) wspólną i świadomą decyzją. Trudną, ale nie dramatyczną!
Poczułam ulgę i nie żałuję podjętej decyzji. Razem z moim partnerem myślimy o dzieciach w przyszłości.
Mówienie o aborcji jest dla mnie problematyczne z kilku względów: (1) ze względu na karykaturalną wręcz gloryfikację macierzyństwa, ktore ukazywane jest jako jedyne właściwe i niedyskutowane przeznaczenie kobiety; (2) ze względu na sytuację w Polsce, gdzie obawiam się bezpośredniej agresji; (3) decyzja o usunięciu ciąży to mimo wszystko decyzja bardzo intymna i tak jak w przypadku wielu innych intymnych kwestii nie zawsze ma się ochotę o tym mówić otwarcie ze wszystkimi, a raczej zachowuje się to dla siebie.
Przy czym traktowanie aborcji jako sprawy osobistej, nie przenosi mnie w cudowny sposób do innej kategorii statystycznej! Dokonałam aborcji na życzenie. Bardzo się cieszę, że miałam wybór. Jestem przekonana, że należy się on każdej kobiecie, a decyzja w tej sprawie nie powinna być oceniane przez ludzi z zewnątrz.
Jedyna rzecz jakiej się wstydzę, to to, jak bardzo wzięłam sobie do siebie oszczerstwa pod adresem kobiet popierających prawo do aborcji oraz tych, ktore się na nią zdecydowały i odczuwają ulgę. Ale pracuję nad tym.