Iwona

To trudna historia. Nikomu do tej pory o tym nie mówiłam. Nie wie rodzina tylko koleżanka…i partner. Zachorowałam gdy miałam 26 lat. To była nerwica. Nie chodziłam dwa lata, nie jadłam (w ciągu miesiąca straciłam 10 kg), okresowo nie mówiłam, miałam paraliż rąk…i wszystkie inne objawy jakie można wyczytać w książkach. To było jednak do przeżycia, najgorszy był lęk. W każdej sekundzie i co jakiś czas napad panicznego strachu. Tabletki niewiele pomagały. Po dwóch latach odszedł mąż. Wtedy doszła depresja. Leżałam, nie myłam się, czasami zjadłam suchy chleb i wypiłam herbatę (bałam się jeść).  Poczułam się trochę lepiej po tabletkach przeciwlękowych. Umyłam się, zmieniłam pościel i wtedy mój brat zabrał mnie do kawiarni. Samochodem, bo jeszcze trudno mi było chodzić i na herbatę, bo tabletki. Tam poznałam mężczyznę…trudno się dziwić, że się zakochałam. 

Poczułam się silniejsza, przeszłam psychoterapię. Funkcjonowałam już lepiej. Nie jadłam tylko niektórych rzeczy, poruszałam się taksówkami i na pieszo (tramwaj mnie przerażał), jakoś żyłam. Mimo tego, że miesiączkowałam raz na 3-4 miesiące i lekarze mówili, że marne szanse…zaszłam w ciąże. Jak się dowiedziałam, poczułam paniczny lęk. Bałam się swojego brzucha, w mojej głowie huczało, że rośnie we mnie „obcy”. Myślę, że  gdybym nie usunęła tej ciąży to mogłabym coś sobie zrobić.  Zrobiłam to w prywatnym gabinecie. Lekarza znalazł kolega partnera. Kiedy i gdzie wiedziały tylko cztery osoby, bo był jeszcze anestezjolog. Na szczęście mogłam za to zapłacić.  Mimo tego „po” pojawiły się jakieś komplikacje (stan zapalny) musiałam wziąć antybiotyki. Mimo tej całej konspiracji, strachu, że coś może być nie tak, poczułam ulgę. Czułam się tak, jakby Ktoś zabrał ze mnie coś złego.  Po paru latach, psychoterapiach najgorsze minęło i pomału zaczęłam powracać do życia. Minęły największe lęki, mogłam skończyć studia, zaczynałam pracować. Wiedziałam od ginekologa, że raczej na pewno bez leczenie nie zajdę w ciąże. No i zaszłam…mimo, że nie miałam miesiączki od trzech miesięcy. Wtedy jednak już mogłam pokochać moje dziecko. Bałam się ale chciałam urodzić. Mam dzisiaj wspaniałe kochane dziecko. I nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Uważam, że w takiej sytuacji jak moja powinnam móc przerwać ciąże legalnie a nie w konspiracji…