Ewa

Miałam 21 lat i byłam zakochana i niedoświadczona, tak jak on. Do tego byłam wierną katoliczką i chciałam w zgodzie z nauką Kościoła żyć. Dlatego antykoncepcja mnie nie interesowała.  Chciałam dotrwać w czystości do ślubu, nie udało się, bo pożądanie i miłość były silniejsze. Jakaż byłam GŁUPIA!! wierząc Kościołowi, że metody naturalne są dobre, nieszkodliwe i bezgrzeszne. Wiara mnie zaślepiała. Zaszłam w ciążę, bo stosowałam metodę kalendarzyka i objawową, w którą uwierzyłam. A gdy mój chłopak spytał co z zabezpieczeniem to go uspokoiłam. Przerwałam ciążę w gabinecie ginekologicznym nielegalnie w 1999 roku, po udrękach psychicznych -decyzyjnych. Dlaczego? Bo nie chciałam marnować  ŻYCIA prawdziwego moim rodzicom, sobie i chłopakowi (byliśmy studentami). W dniu zabiegu on nie był  przy mnie. Pojechał pożyczać pieniądze do innego miasta.
Miałam wyrzuty sumienia, że doszło do ciąży.  Pożyczyłam pieniądze od wszystkich przyjaciół było to 1500zł.  Potem pojechałam do pracy do Niemiec na pole pracować, żeby oddać.  Wtedy rozstaliśmy się z chłopakiem, bo on tez pojechał do pracy wakacyjnej. Podczas tych kilku miesięcy byłam przekonana, że już się nie zejdziemy. Nawet tego nie chciałam.
Po roku byliśmy małżeństwem, dziś z 16 letnim stażem i dwójką dzieci.
Czy zrobiłam źle? Tak, ale nie wiem co by było gdybym urodziła. Gdyby nie ta aborcja, moglibyśmy nie skończyć studiów, znienawidzieć się,  nie dojrzeć, nie zatęsknić, nie zrozumieć siebie, nie przeżyć wspaniałych podróży, nie poznać wielu cudownych miejsc, nie chcieć ślubu i dzieci.
Był czas, że bardzo mnie dołowało, to co zrobiłam, ale to wynikało nie z mojego wnętrza, ale z tego, że nikt nie mówił o aborcji, a kobiety wyzywano, jako morderczynie itp. A ja chodziłam do kościoła, czytałam ich gazetki,,,i czułam się morderczynią, coraz bardziej i bardziej.  I tu znów był mój mąż przy mnie.
Miałam aborcję w 6 tygodniu  ciąży. Jestem głęboko wierzącą katoliczką. Moje sumienie nie jest czyste, ani dumne z tego co zrobiłam, ALE NIGDY NIE WAŻYŁABYM SIĘ ZAKAZYWAĆ CAŁKOWICIE ABORCJI.  Trzeba nie mieć serca i litości dla kobiet, ani chyba nie zaznać miłości, żeby mieć takie pomysły. A z moją córką pójdę do ginekologa, gdy będzie potrzeba. Rozmawiam z nią o seksualności i antykoncepcji od momentu gdy zaczęła pytać.  W przyszłości muszę ją ustrzec przed swoimi błędami, jakim była wiara w to, co mówi Kościół  na temat niemoralności antykoncepcji.