Ewa

Pewnego wieczoru bardzo źle poczułam się w pracy. Jedna z moich koleżanek powiedziała mi, że to na pewno przemęczenie. Dwie prace, brak snu, magisterka, marzenia o doktoracie. Pracowałam każdego dnia fizycznie, a po nocach uczyłam się do egzaminów. Zmęczona wracałam do wynajmowanego kawałka mieszkania, gdzie spałam na podłodze, bo nie byłam w stanie odłożyć grosza na przyzwoity materac. Nie przeszkadzało mi to, bo wiedziałam, że za kilka lat będę samodzielna. Z marzeniami i predyspozycjami do tego by być kimś wielkim, wierzyłam , że kiedyś będzie mi po prostu łatwiej. Następnego dnia czułam się naprawdę parszywie. Druga z moich koleżanek z pracy przyglądała mi się podejrzliwie i zapytała czy nie spóźnia mi się okres. Powiedziałam, że owszem, ale to dlatego, że wzięłam tabletkę „72h po” jak zawiodła antykoncepcja podczas ostatniego spotkania z moim chłopakiem. Po pracy zabrała mnie do siebie, gdzie zrobiłam test ciążowy. Kiedy pojawiły się dwa paski prawie zemdlałam. Chciałam umrzeć. Wiedziałam, że nie mogę mieć dziecka. Kiedy zamykałam oczy widziałam siebie leżącą w rynsztoku z dzieckiem, które trzymam w kartonie po butach. Moja koleżanka opowiedziała mi historię kilku jej znajomych, które usunęły ciąże domowymi sposobami. Dokładnie wiedziała jakie muszę wziąć tabletki i w jakiej ilości.

Odpaliłam internet i przeczytałam wszystkie informacje dotyczące tego leku. Poczułam paraliżujący strach. Od dziecka mam poważne problemy ze zdrowiem. Bałam się, że przedawkowanie jakichkolwiek leków może spowodować poronienie, ale również mnie zabić. Wtedy myślałam, że to może i nawet lepiej jeśli umrę. Później pomyślałam o rodzicach, których nie chcę zostawiać na świecie. Wiedziałam też, że nie mogę liczyć na ich wsparcie. Byli w koszmarnej sytuacji finansowej. Sama wiele razy pożyczałam im ostatnie pieniądze jakie miałam. Są też bardzo wierzącymi ludźmi i nie poradziliby sobie z myślą, że ich córka dokonała aborcji, co w ich mniemaniu jest zabójstwem. Poczułam się sama jak palec. Przerażona i zmęczona. Wtedy powiedziałam o całej sytuacji mojemu chłopakowi, który pracował za granią. Zapłacił za mój przelot do Portugalii, gdzie lekarze otoczyli mnie opieką. Ciąża była w początkowym stadium, a zarodek jeszcze nie zdążył zagnieździć się w macicy. Dostałam tabletki. Lekarze byli delikatni i otoczyli mnie opieką. Jedna z lekarek powiedziała mi, że nie ma pojęcia jaka jest teraz sytuacja w Polsce, ale dla niej moje zdrowie jest najważniejsze i jeżeli cokolwiek mi się stanie w moim kraju, a ktoś odmówi mi pomocy, to mam wracać do niej, bo ona będzie wiedziała co robić. To był pierwszy raz kiedy poczułam, że komuś zależy na moim życiu, że jestem bezpieczna.

Bardzo bym chciała, żeby wszyscy ludzie którzy zabierają swój głos dotyczący aborcji znaleźli w sobie trochę pokory. Nikt nie jest w stanie zrozumieć drugiego człowieka, jeżeli nie był w jego sytuacji. Kiedy rozmyślałam nad moją decyzją przypominałam sobie jedną z moich lekcji historii, gdzie Pani Profesor zapytała nas , kto by poszedł walczyć o swój kraj gdyby wybuchła wojna. Pamiętam, że wtedy podniosłam wysoko rękę i krzyknęłam, że ja bym poszła walczyć, bo to mój obowiązek, bo kocham swój kraj, bo pochodzę z patriotycznej rodziny. Wtedy nauczycielka skarciła mnie. Powiedziała, że nic w życiu nie jest tak proste jak mi się wydaje i że póki nie poczuje na swoim ciele zimna pistoletu, dopóki nie zobaczę jak bliscy umierają nie mogę powiedzieć czy chciałabym walczyć za ojczyznę. Tego dnia zrozumiałam, że nie można patrzeć na wszystkich jednakowo, że trzeba mieć naprawdę otwarte oczy i wielkie serce by zrozumieć drugiego człowieka. Ja też chcę być zrozumiana, chcę być kochana i chcę przestać się bać. Bać tego, że pewnego dnia zostanę ukamienowana.