Dorota

Bylam wtedy swiezo po studiach i zaczynalam doktorat. W ciaze zaszlam z moim wieloletnim partnerem i niestety mimo antykoncepcji, na ktora od zawsze kladlismy duzy nacisk. Wiem, ze to jest jeden przypadek na milion, ale akurat nam sie tak przydarzylo. O ciazy dowiedziedzielismy sie „od razu”, bo okres mi sie spoznil. Poszlam do ginekologa i od razu bylo wiadomo, ze niestety jestem w ciazy. Nie potrzebowalismy wiecej niz pol sekundy namyslu – od razu umowilam sie na usuniecie ciazy tabletkami wczesnoporonnymi. W kraju, w ktorym zyje, aborcja jest legalna do trzeciego miesiaca i kazda kobieta bez wzgledu na stan zdrowia swojego i plodu ma prawo podjac taka decyzje (cale szczescie!)! Moj partner i ja nigdy nie chcielismy miec dzieci i nie sadze, zeby sie cos w tej kwestii mialo zmienic. Po prostu nie lubimy dzieci i nie chcemy ich miec. Wiem, ze kazdy mowi, ze „zegar biologiczny da o sobie przypomniec”, ale ja tak nie uwazam (a jestesmy oboje grubo po 30tce). Samo usuwanie bolalo strasznie, ale jak juz zrobiono mi kolejne USG i zobaczylam pusta macice, to rozplakalam sie ze szczescia, ze nie bede musiala wychowywac dziecka, ktorego najnormalniej w swiecie nie chce. Do dzisiaj nie mam wyrzutow sumienia i nie sadze, ze bede je kiedys miala. Nie szlochalam w poduszke ani nie zalowalam swojej decyzji. Nie chce byc matka i moj partner nie chce byc ojcem i mamy do tego prawo!

Nie wyobrazam sobie zycia w Panstwie, ktore dyktuje mi, co moge zrobic ze swoim cialem a czego nie. Nie rozumiem tez, dlaczego panstwo chce o tym decydowac i karac kobiety, ktore dokonaly aborcji. Aborcja byla, jest i bedzie i wolalabym, zeby w przyszlosci dostep do niej byl legalny, zeby dziewczyny (w wiekszosci z mniejszych miasteczek lub wsi) mogly podjac samodzielna decyzje i wykonac zabieg legalnie zamiast korzstac z uslug konowalow lub nie staraly sie przeprowadzac aborcji wieszakami!

Dziewuchy! Damy rade! bo baba, to jak chce, to i na sufit nasika!