Alicja

Miałam 21 lat i zawiodła mnie metoda objawowo-termiczna. Nie stosowałam jej ze względów światopoglądowych. Stosowałam, bo byłam świadoma swojego ciała i procesów w nim zachodzących, szkodziły mi tabletki antykoncepcyjne, w latach 80-tych nafaszerowane dawkami hormonów które powodowały spadek libido i depresję, nie odpowiadały mi prezerwatywy, grube jak skóra słonia. Niestety, okazało się że metoda ta bardziej nadaje się do zachodzenia w ciążę, niż do jej zabiegania. To były czasy PRL-u. Złego, opresyjnego, totalitarnego systemu,  w którym deptano prawa człowieka, w którym niczego nie było w sklepach, w którym nie było bezrobocia, w którym matce przysługiwały 3 miesiące macierzyńskiego  i w którym na każdym osiedlu stał żłobek i przedszkole z wolnymi miejscami.  Ale ja byłam studentką na drugim roku studiów. Mieszkaliśmy z moim chłopakiem sami i nie mogliśmy liczyć na pomoc rodziców. Ciężko pracowaliśmy na studiach, a w wakacje jeździliśmy do fizycznej pracy za granicę. Utrzymywaliśmy się sami. Mieliśmy wielkie plany, które nagle runęły z wielkim hukiem. Która dziewczyna nie marzy o ciąży? O malutkim słodkim bobasku, różowych stópkach i malutkich paluszkach?  O licznej kochającej się rodzinie? Każda. Ale kiedy w gruzy rozpada się wizja przyszłości, skończenia studiów i zdobycia wykształcenia i dobrej pracy, kiedy okazuje się, że twoje ciało zmusza cię do czegoś czego absolutnie nie chcesz, kiedy nadciąga katastrofa finansowa, kiedy wiesz że zostaniesz z tym sama, wtedy dopada cię zwierzęcy strach. Żyłam w tym skręcającym trzewia strachu przez 2 tygodnie. Zanim się upewniłam, podjęłam decyzję, umówiłam na zabieg w prywatnym gabinecie pod narkozą i usunęłam ciążę. Wtedy to było legalne. Można było do 12 tygodnia  usunąć ciążę na życzenie. Nikt nikogo nie ścigał, nie karał, nie groził prokuratorem, nie niszczył, nie zawstydzał, a i tak bardzo się bardzo bałam. Moje katolickie sumienie mnie dręczyło i byłam pewna że nie będę mogła mieć więcej dzieci. Poszłam nawet do spowiedzi i odbyłam pokutę.  Spowiednik dał mi do wyboru wpłacenie na rzecz kościoła tej samej sumy, którą wydałam na aborcję(!) lub pielgrzymkę na Jasną Górę. Wybrałam to drugie. Potem życie potoczyło się tak jak planowałam, pobraliśmy się i w odpowiednim czasie, kiedy już byliśmy na to gotowi urodziły nam się dwie córki. Są już dorosłe. Chce dla nich szczęśliwego życia, radości z rodziny i zdrowych dzieci urodzonych w bezpieczeństwie i opiece. Nigdy nie żałowałam mojej decyzji, żałowałam tylko że w ogóle wtedy zaszłam w niechcianą ciążę. Ale kiedy to już się stało uważałam że mam prawo do decydowania o moim życiu i przyszłości mojej rodziny.