Ala

Miałam aborcję nieco przed 19-tymi  urodzinami. Obecnie mam 25 lat i absolutnie nie żałuję. Wtedy byłam przerażona. Po prostu zabezpieczanie się zawiodło akurat w tamtym momencie.  Pamiętam, że było to w okolicach Nowego Roku. Poszłam do lekarza od razu po pozytywnym teście ciążowym żeby wiedzieć na 100 %  czy mam się czego bać, czy jednak test zawiódł tak jak prezerwatywy. Mój ówczesny chłopak poszedł ze mną. Od lekarza usłyszałam: „No i cooo? sylwestrowe szaleństwo na imprezie ma teraz konsekwencje?” Myślałam, że tego lekarza rozniosę. Jakim prawem rzuca takie teksty nie wiedząc , kto gdzie co i jak. Byłam jeszcze przed maturą, wielkie plany na studia, układanie sobie życia z Nim na spokojnie.

Do lekarza poszłam podając się za przyjaciółkę – tak bardzo bałam się napiętnowania, tym bardziej, że moja mama jest lekarzem i mogła się o tym dowiedzieć pocztą pantoflową. Także pan doktor nie popisał się, wysłuchałam wymądrzania się o antykoncepcji (którą notabene zastosowaliśmy, po prostu tym razem zawiodła), ale jednocześnie wspomniał, że „da się to załatwić”. Z tym hipokrytą nie chciałam mieć nic wspólnego, plus jako licealistka byłam spłukana. Poszperałam w necie, znalazłam Women on Web – społeczność, która serio uratowała mnie przed spieprzeniem sobie życia. Dokonałam aborcji farmakologicznej (zamówione tabletki z Indii przez internet) dokładnie w Walentynki, to był 6 tydzień ciąży. Tabletki zamówiłam już w 3., jednak dostawa z Indii zajęła te nieszczęsne 3 tygodnie. Tak bardzo bałam się napiętnowania, że aby to zrobić wolałam wyjechać z miasta. Mój chłopak i przyjaciółka, której danych używałam u lekarzy i na stronie pojechali ze mną. Poczekałam, aż moi rodzice wyjadą na urlop, wtedy ściemniłam rodzinie, że jadę na Dzień Otwarty na wymarzonej uczelni i zostanę w Trójmieście na noc.

Jedną z najgorszych i „najlepszych” nocy w życiu. Nie opuszczał mnie strach przed oceną otoczenia, przed napiętnowaniem, przed tym, że później mogę nigdy nie zajść w ciążę a kiedyś chciałabym zostać matką. Jednak tak bardzo nie chciałam i nie mogłam mieć wtedy dziecka. Obecnie kończę bardzo wymagające studia, po których wreszcie będę się czuła spełniona zawodowo i założę świadomie rodzinę. Jednak wtedy najważniejsze dla mnie było „nie teraz, nie chcę, nie będę dobrą matką”. Dojechaliśmy  do mieszkania znajomych, którzy wynajmowali kiedyś kawalerkę w Gdańsku na studiach, ale uciekli stamtąd i ja strasznie zaniedbali. Dla mnie liczyło się, że są klucze. Sprzątaliśmy wraz z chłopakiem i przyjaciółką to mieszkanie chyba z 3 godziny, wzięłam tabletki w międzyczasie. Bóle, krwawienia, rozwolnienie, znowu ogromne krwawienia. Oczywiście wszystko przyszło nocą. Tak bardzo chciałam, aby ten ból się skończył. Ale wciąż czułam wsparcie. Cała noc spędzona na toalecie lub pod prysznicem, krew lała się ze mnie strumieniami.

Nad ranem ruszyliśmy z powrotem do domu, ponad 2 godziny w pociągu z potężnym krwawieniem i rozwolnieniem były męczarnią. Potem ściema przed babcią, że się czymś zatrułam. Psychicznie – tragedia. Nie mogłam się z tym uporać przez długie lata, jednak gdy ktoś z wtajemniczonych pytał – nigdy tego nie żałowałam. Gdybym mogła cofnąć czas to podjęłabym tę samą decyzję. Obecnie kończę upragnione studia i nadal nie wiem, czy jestem gotowa na dziecko, jednak nikt nie wymusza na mnie takiej decyzji. Jestem w pewnym momencie życia, że mogłabym dać dom i miłość dziecku, choć wolałabym to sobie po prostu zaplanować. Wtedy nawet nie przechodziło mi to przez myśl. Nie chcę powoływać na świat kolejnej niechcianej istoty – czy doprawdy to stanowi o samolubstwie? W moim odczuciu jest wręcz przeciwnie.  Teraz jedynie boję się, że nigdy nie będę mogła zajść w ciążę z powodu komplikacji po tamtym – bo tak się zdarza, i komplikacje mogą ponownie rozwalić komuś życie. Mamy pełne prawo do stanowienia o sobie, i powinno być to wsparte rzeczową wiedzą i rzetelną pomocą medyczną, do której mamy absolutne prawo.

Jestem z każdą kobiet