Agnieszka

Czekałam na niego 2 tygodnie. Nawet nie zauważyłam, że się spóźnia, aż siostra powiedziała mi, Ale Ty przytyłaś.  Podobno na wynik czekasz minutę, ale już po pierwszej kropli pojawiły się dwie kreski. Czekam 3 minuty, może ta jedna kreska za dużo zniknie. Nie znika. Następnego dnia wizyta w przychodni MM i badanie beta hcg na cito. Pielęgniarka mówi: jak od razu dwie kreski, to trzeba się cieszyć, na pewno jest Pani w ciąży, „ale ja nie chcę dzieci”, na co ona ” przyjdzie miłość z czasem”. Odbieram wyniki, panie w recepcji się uśmiechają podając kopertę, bo myślą że jak beta hcg na cito, to czekam na ciążę. Ich uśmiech jest wyrokiem. A kiedyś zawsze mówiłam, że mój organizm odrzuci ciążę automatycznie, jak pasożyta. Telefon do chłopaka, z pytaniem co o tym myśli, bo to też jego, więc muszę z nim to skonsultować. Telefon bo jest za granicą, na szczęście jego decyzja jest jak moja. Usunąć. Ja mam w tym momencie 30lat, on 26 i jestem jego pierwszą dziewczyną, nie jest gotowy. Super. Daje pieniądze, bo ja akurat nie mam pracy. Jadę z koleżanką do Prenzlau. Doktor jest polakiem. W pokoju oczekujących na badanie z 20 osób i same polki. Na zabieg pojechałam z przyjaciółką, bo on stchórzył. Przed zabiegiem badanie ginekologiczne i rozmowa z anestezjologiem. Później w pokoju łykam jakieś tabletki i rozmawiam z dziewczyną. Ma 40 lat i dwójke dzieci. Nie chce następnego, wpadka z facetem z którym się rozstała. Zaczynamy krwawić, jedziemy na dół na salę. Jeszcze przed narkozą rozmawiam z anestezjolog, pokazuje mi sprzęt d aborcji. Potem zasypiam. Wracam na salę idę oddać mocz i wracam tego samego dnia do Warszawy. Od 8:00 do 13, tyle to trwało, że względu na ilość pacjentek. Sam zabieg 5 minut , zarodek wysysany pod próżnią. I zapewnienie lekarza, że nikt w Polsce nie stwierdzi aborcji. Wszystko w miłej atmosferze, bez oceniania, bez problemów.Wieczorem w Warszwie wypijam dwa piwa, a następnego dnia wracam do domu, najpierw pociąg, a potem przejażdżka rowerem 3 km w śniegu i nic nie czuję. Po zabiegu ulga, że nie noszę w sobie tego czegoś i strach jednocześnie, że może się to nie udało i jednak jestem w ciąży. Strach opuścił mnie po 2 miesiącach. Nie jestem w ciąży, super. Nie chcę mieć dzieci, nie lubię ich. W całej tej historii ważny jest teź  jest facet z którym byłam w ciąży. Czemu zaszłam w ciążę? Bo się nie zabezpieczaliśmy( to był pierwszy facet bez zabezpieczenia). Czemu? Bo ja nie powinnam brać  hormonów, a dlaczego nie używaliśmy prezerwatyw pominę dyskretnym milczeniem. Mój ówczesny facet powiedział mi, że za parę lat,  obwini nie odpowiedzialnością za aborcję, bo w jego katolickim sumieniu to grzech,to nic, że dał kasę, to nic że sam tego chciał, to nic że przez niego zaszłam w ciązę, ważne, by winę zrzucić na kogoś innego, a najlepiej na kobietę. I dlatego nie pojechał ze mną na zabieg, by potem spowiedzią oczyścić sumienie.
Minęły 4 lata i nie żałuję. Nie mam syndromu poaborcyjnego, jak nie miała go Maria Czubaszek.
I żałuje, że w moim kraju nie mogłam tego zrobić legalnie i bezpiecznie.
I znam wiele kobiet które dokonały aborcji jako zabieg, bądź chemicznej.  I nawet mam koleżankę, która twierdziła, że nie dokona nigdy aborcji, dopóki spirala nie zawiodła.
Nie oceniajmy, póki nie staniemy w takiej sytuacji.