Agata

Wczoraj przerwałam niechcianą ciążę w znanym wielu Polkom, które musiały się zmierzyć z podobną decyzją, niemieckim miasteczku oddalonym od polskiej granicy o ok. 30 km. Czy żałuję? Zdecydowanie, definitywnie, całkowicie…nie. Wręcz przeciwnie; dziś czuję się jak nowo narodzona osoba, która dostała kolejną szansę od losu. Zacznę od początku. O ciąży dowiedziałam się będąc w pracy. Od jakiegoś czasu miałam straszne wahania nastrojów, moja cera pogorszyła się i wyglądała jak u typowego gimnazjalisty przechodzącego burzę hormonów, miałam niesamowicie obolałe i nabrzmiałe piersi plus oblewałam większość egzaminów (właśnie kończy mi się sesja egzaminacyjna), ponieważ nie mogłam się uczyć, byłam ciągle zmęczona i zdekoncentrowana. Zwlekałam z decyzją zakupienia testu ciążowego, jednak w pewnym momencie się przemogłam. Po paru sekundach klamka zapadła i moim oczom pokazały się dwie kreski. Czułam jakby zawalił się mój cały świat, na który w końcu ciągle pracuję. Mam dopiero 22 lata, z chłopakiem od paru miesięcy nie za bardzo mi się układa, parokrotnie chciałam od niego odejść i nadal wiem, że muszę to zrobić. W każdym razie, zamiast pójść tego dnia na egzaminy, zadzwoniłam do chłopaka i z pracy udałam się wraz z nim do ginekologa, który potwierdził moje obawy, zbliżał się szósty tydzień. Z początku planowałam zrobić to w Polsce, chciałam „załatwić sobie” receptę na popularne u nas tabletki na wrzody żołądka lub chore stawy. To jednak (na szczęście) mi nie wyszło, tj. nie zakupiłam tych medykamentów. Nienawidząc siebie i całej tej sytuacji z dnia na dzień coraz mocniej, w końcu napisałam do swojej kuzynki, która namawiała mnie do aborcji i przeżyła szok, gdy powiedziałam jej, że w Polsce to niemożliwe- w końcu to nie <Ty> jesteś najważniejsza dla swojego kraju, musisz  więc oddać swoją macicę na wykorzystanie przez 9 msc nawet, jeżeli miałabyś oddać swoje dziecko lub nienawidzić je przez całe swoje życie. H. była gotowa dać mi pieniądze, bym bezpiecznie pozbyła się ciąży za granicą, jednak w oczekiwaniu na wiadomość od niej wygadałam się o wszystkim swojej mamie. Wcześniej miałam obawy, myślałam, że będzie robić wszystko, bylebym urodziła. Wprawdzie wstrząsnęło nią to, co planowałam zrobić, ale nie wyparła się ani nie znienawidziła mnie, a pomogła mi- dając sumę pieniędzy wymaganej aby przeprowadzić zabieg i wspierała mnie cały ten czas- nie ukrywając faktu, że ją to boli, ale najwyraźniej zależało jej na mojej osobie mocniej niż na zniszczeniu mojej psychiki. Tym sposobem w nocy ze środy na czwartek wraz ze znajomym i moim chłopakiem udaliśmy się do Niemiec, gdzie na godzinę poranną byłam umówiona w klinice z lekarzem i na przeprowadzenie zabiegu. Wrażenia? Jeżeli ktoś zdecyduje się na wizytę tam i będzie chciał po podróży się odświeżyć, to polecam praktycznie na wstępie poprosić o tę możliwość, bo w gabinecie nie ma bidetu i ogólnie jest z tym problem, ja dopiero po wizycie u lekarza, który mnie skrytykował, że nie zrobiłam tego wcześniej mając czas (sic! panie pielęgniarki pokazywały mi tylko umywalkę w toalecie, która nawet nie była połączona z kabiną, przez co nierealnym było nawet podmycie się) i po rozmowie z anestezjologiem zostałam nakierowana na łazienkę w poczekalni, gdzie dzięki temu drugiemu i jego naciskaniu na pielęgniarki mogłam „jako tako” załatwić to co chciałam- bo czas naglił, podobno- w praktyce jeszcze 2h leżałam w łóżku po przemyciu się. Poza tym incydentem (i siniakiem po wenflonie, bo panie pielęgniarki nie za bardzo mogły wkłuć się w moje żyły, więc próbowały w dwóch różnych miejscach, po czym na siłę wbiły mi się w dłoń- bolało i boli dalej:)) wszystko oceniam pozytywnie. Pomimo faktu, iż w klinice obsługa nie za bardzo rozmawia po polsku czy angielsku, jest bardzo uprzejma i można się z nimi dogadać bez większych problemów. Dodatkowo na miejscu jest paru innych Polaków, właśnie m.in. pan anestezjolog, wszystko jest też opisane w języku polskim. Jest się też przydzielonym do pokoju z jeszcze jedną osobą, nie ma problemu, by osoba towarzysząca mogła przebywać w tym pomieszczeniu;każdy się o nas tam troszczył. Można trochę poczuć się jak w fabryce, co jest nieco niekomfortowe, jednak to nie jest na dłuższą metę bardzo istotne. To z kwestii technicznych. Z kwestii praktycznych- aktualnie moje krwawienie jest bardzo skąpe, podbrzusze praktycznie mnie nie boli, choć przed snem miałam falowe przychodzenie silnego bólu, przez który syczałam przez zęby. To na szczęście mi przeszło i poszłam nawet do pracy, gdyż mam silny przypływ energii, z chęcią wypiłam dziś kawę, która mnie do wczoraj odrzucała, no i nie mam mdłości. Zabieg przeszedł sprawnie; dostałam na ok 4h przed tabletki rozkurczające szyjkę macicy, leżałam później w przydzielonym pokoju, gdzie zasnęłam przed zabiegiem i dostałam też środki przeciwbólowe i uspokajające. Na sali podana została mi narkoza, dopiero później obudziłam się na sali wybudzeń, gdzie zagadywałam jak szalona jedną z pielęgniarek (nie jestem sobie nawet w stanie przypomnieć co jej wygadywałam). Gdy dotarło do mnie co się wydarzyło wcale nie uderzyły we mnie wyrzuty sumienia, nie płakałam, nie żałowałam. Poczułam niesamowitą ulgę i radość, że znów mam kontrolę nad swoim życiem i swoim samopoczuciem. Po dwóch godzinach od trafienia na salę, wyszłam ze szpitala z uśmiechem na twarzy. Jeżeli jakimś cudem czyta to ktokolwiek, kto ma wątpliwości i boi się wyrzutów sumienia, choć sam wewnętrznie wolałby pozbyć się ciąży- nie bój się. To, że będziemy żałować, jest nam wpajane od małego, bo żyjemy w takim a nie innym kraju. I jest to chore i nienormalne i niemoralne. Płakać i żałować będzie każdy, kto nie jest całkowicie pewien swojej decyzji i takim osobom z całego serca współczuję, jak i też współczuję każdej osobie która znalazła się w identycznej sytuacji jak moja, czyli musiała specjalnie jechać za granicę, by z jakąkolwiek godnością i poczuciem bezpieczeństwa wykonać ten zabieg, który w żadnym stopniu nie jest groźny (o ile nie ukryje się niczego przed lekarzem przed podaniem narkozy). Mam nadzieję, że jeżeli zdecyduję się w przyszłości pozostać w kraju, moje dzieci nie będą musiały przeżywać tego, co ja musiałam teraz przeżyć, że będą obdarzone szacunkiem przez swoje państwo i otoczone dobrą opieką medyczną  bo to, co się aktualnie dzieje w tym kraju, to nieśmieszny, tragiczny wręcz żart. I dziękuję osobom jak pan doktor, że nie pozwalają nam, Polkom, oszaleć a jedynie pomagają nam w tych trudnych momentach w życiu.